Polub na Facebook'u

poniedziałek, 20 maja 2013

Current-gen, a next-gen? Co kupić?

Obecnie zastanawiam się nad kupnem nowej konsoli pod koniec roku. Z chęcią pograłbym w zaległe tytuły z  obecnej generacji konsol, aczkolwiek lada moment ma pojawić się następca Xbox'a 360, a później maszynka ze stajni Sony. I co tu począć? U mnie akurat wybór jest prosty, ponieważ wolę kupić konsolę obecnej generacji niż nadchodzące PS4 czy nowego X'a. Dlaczego? Raz to kasa, której nie mam aż tyle ile bym chciał, a przy tym cena tego sprzętu podczas premiery wykracza  poza granice wyobraźni mojego portfela. High endowe bebechy swoje kosztują, no i z drugiej strony sam launch konsoli to średnio pewna sprawa z racji małej ilości gier premierowych, których tematyka specjalnie mnie nie przyciąga. Chociaż napaleńcy już złożyli preordery na wszystko co możliwe. A drugą, ważniejszą chyba rzeczą są same gry, a mianowicie ich ogrom na current-geny wraz z bardzo przystępną ceną używanych aktualnych tutułów jak nowych, ale starszych tytułów (z początków konsoli, typu Gears of War). Osobiście wolę wydać 200zł, a kupić 4-5 gier niż kupić nową za tą samą cenę, pograć 10h, przejść kampanię i się nudzić... Zawsze wolałem poczekać do premiery nowej konsoli, później sprawdzić recenzje i zapowiedzi ciekawych tytułów. Inwestowanie pieniędzy to ciężka sprawa i trzeba uważać. Jak to jest u was? Wasze preordery na Assassin's Creed 4 złożone?

wtorek, 23 kwietnia 2013

Recenzja War Thunder

Przez ostatnie 2-3 dni nie widziałem się w lustrze i okazało się nagle, że jestem łysy. I nie jest to wynik niesamowitej chińskiej kuracji na wypadanie włosów, która dała zupełnie inny niż założony skutek. Jest to wina War Thunder! Frustracja sięgnęła zenitu, a mix alkoholu i produkcji ze stajni Gaijin dał rezultaty globusa jak u Krilana. Pomijając jednak moje życie prywatne, przejdźmy do rzeczy. Czy warto? Tak! Nawet za cenę zdrowia i seksapilu w początkowej fazie grania.

To super-man? To super-pies? Nie, bo myśliwiec  A6M5!!

Samolotów jest ogrom i tak na prawdę nie wgłębiałem się w techniczne aspekty każdego z nich, ponieważ i tak tego nie zrozumiem... wykształcenie nie piwo nie musi być pełne lub nie w tym kierunku, jednak mogę śmiało powiedzieć, że są to idealne kopie oryginałów z czasów II WŚ. Tematyka gry orbituje wokół historycznych potyczek powietrznych owego okresu z użyciem maszyn latających pięciu państw ,poczynając od różnego rodzaju lekkich myśliwców aż na potężnych bombowcach kończąc. Niesamowicie ciekawym elementem jest widok z kokpitu i chociaż wydaje mi się, że w obecnym stadium rozwoju, gra nie oferuje tej opcji we wszystkich samolotach, jednak wygląda to imponująco i bardzo realistycznie. A właśnie, realizm, słowo klucz, które przyświecało rosyjskim developerom (nazwa może kojarzyć się bardziej z Azja) podczas tworzenia War Thunder. Używając sterowania uproszczonego (zręcznościowego) tak naprawdę obsługa samolotu to jedynie myszka i jej 2 przyciski, za to jeżeli chcemy się skusić na realizm jaki zafundowali nam twórcy, to możemy sterować wszystkimi lotkami, manetkami i innymi cudami jakie samolot posiada w swojej konstrukcji lotnej. Oprócz tego istnieje możliwość uzbrojenia naszych maszyn w dodatkowe działko lub bombę, która oczywiście zależnie od wagi, zwiększy opór sterowania, sprawi, że maszyna będzie cięższa, mniej zwrotna i wolniejsza. Także różne modyfikacje typu wypolerowany kadłub itp. dodatki zwiększające możliwości naszej dziecinki.

Jestę piloterę. Mam cztery certyfikaty, robię w Luftwaffe.

Maszyna maszyną, ale ktoś tą łajbę musi pilotować, a psa nie posadzisz. Każdy nasz samolot jest opisany współczynnikami nie tylko technicznymi, ale też poziomem załogi (ich celność, precyzja, opanowanie sterowania, odporność na przeciążenia itd.) opłacane jest to przez punkty doświadczenia załogi (no bo czego innego? Ciastek?), które zdobywamy grając i jest to niestety żmudny proces, jednak znajdziemy opcję „przyśpieszone szkolenie”, czyli za złote orły (obok lwów - druga waluta premium) zakupujemy zadowalającą nas, a za razem potrzebną ilość punktów i tym szlakiem idąc po prostu je rozdajemy. Trochę zalatuje P2W niestety, aczkolwiek szkoda mi kasy, żeby to przetestować (chyba, że redakcja się zrzuci symbolicznie na 10 tyś złotych orłów to obadam).
A skoro piloci zdobywają poziomy to i my także i nie tylko konto, ale również poziom w każdym z pięciu dostępnych państw, co za tym idzie otrzymujemy dostęp do nowych maszyn, czasem szybszych, czasem wolniejszych, mniej lub bardziej przydatnych. Za punkty (lwy), które zdobędziemy za wygrywanie, a nawet uczestnictwo w potyczkach jesteśmy w stanie dokupować kolejnych pilotów, którzy są niczym innym jak kolejnym slotem na nowy samolot (zwiększamy ilość maszyn, których możemy użyć podczas jednej mapki, czyli po prostu ilość żyć). Każdy kolejny jest co raz droższy, plus dodajmy do tego orły na wyszkolenie i może wyjść nawet niezła sumka za takie udogodnienia.


Fanatyzm jak u modelarza samolotów
Realizm, historyczna poprawność, ale co z grafiką? Przecież dobrze oddająca realia fizyka na nic się nie zda jak teren pod nami to obrazek z Paint’a, a modele to 3 polygony na krzyż. Otóż możemy spać spokojnie i delektować się naprawdę ładną grafiką oraz dobrze zoptymalizowanym silnikiem, a mówię to z pełnym przekonaniem, ponieważ moja maszyna z okresu 2006-2007, bez problemu daje sobie radę z tą grą z zadowalającymi klatkami. Najwięcej uwagi przykuły pola bitwy, których warunki pogodowe zostały korzystnie odwzorowane. Zaskoczyła mnie zwłaszcza mapka z górami pokrytymi śniegiem oraz pola późną nocą, gdzie ciemność przeplatała się z gęstą mgłą skutecznie ograniczając widoczność. Twórcy twierdzą, iż każde pole bitwy jest oparte na obecnych zdjęciach satelitarnych wraz z zapisami topograficznymi tamtego okresu, czyli starali się odwzorować wszystko najlepiej jak to tylko możliwe. I zaoferować nam wyśmienitą zabawę.

Jak się bawić to się bawić, bombę ściągnąć, kałach wsadzić

Gry o zabawę chodzi to głównym trybem, w którym się „frustrowałem” był zręcznościowy, chociaż gra oferuje jeszcze odpowiednio historyczny i realistyczny (do tego ostatniego trzeba ukończyć samouczek).  Przy każdym modelu zabawy, określony jest sposób wykonania misji, czyli dominacja, operacja lub uderzenie naziemne.  I jest on z góry narzucony, aczkolwiek są jeszcze „misje niestandardowe” tworzone przez innych graczy do, których możemy dołączać i bawić się nieszablonowo. W przygotowaniu jest obecnie tryb Wojna Światowa oraz Turnieje. Tego drugiego nie muszę chyba tłumaczyć, aczkolwiek o pierwszy mało jest mi wiadomo, jednak śmiem twierdzić, iż będzie to coś na zasadzie kampanii z Enemy Territory, czyli parę mapek rozgrywanych w dany sposób na określonym terytorium owego okresu wojennego. Wróćmy jeszcze na chwilę do szablonów misji. Dominacja jest niczym innym jak potyczką znaną z Battlefielda, podlatujemy pod oznaczony literką obszar i go przejmujemy krążąc nad nim chwilkę, odbijając wrogi punkt lub przejmując kolejny neutralny (im więcej punktów posiadamy tym szybciej spada pasek przeciwnika, a my wygrywamy). Zaś operacja i uderzenie naziemne to taki trochę deathmatch, ponieważ wspieramy naziemne cele, czyli piechotę, jakieś czołgi lub działka przeciwlotnicze, przy okazji niszcząc myśliwce lub bombowce przeciwnika.  „Walczymy, aż kogoś wyniosą” – Symetria…

Komu i dlaczego?

Wszystko niby fajnie, dużo trybów, samolotów, realizm, kombinowanie i zarabianie na premium, jednak mi czegoś tu brakowało. Akurat ta produkcja nie przykuła mnie jakoś specjalnie, aczkolwiek przesiedziałem przy niej tyle, aby zrozumieć jak się steruje, celuje i w jaki sposób wygrać. Odblokowałem parę samolotów, wydałem trochę orłów na modyfikacje, aby sprawdzić co dają, czy podniesie to niesamowicie możliwości mojej maszyny, czy to tylko pic na wodę i pompowanie pieniędzy w wirtualne cyferki. Niby odczułem różnicę między maszynami (tą niezmodyfikowaną, a tą zmodyfikowaną), ale to może po prostu siła sugestii? 

Moja ocena 4/6. Gra jest dobrze zrobiona, rozbudowana, ciągle aktualizowana i widzę przed nią dużą przyszłość na rynku, jeżeli nadal Gaijin będzie wkładał tyle pracy w tą grę (lub gracze kasy). Nie mam do niej zastrzeżeń, jednak jako pseudo fana militari (znam się trochę na broni palnej, ale nie z gier) nie ciągnie mnie do warkotu silników samolotów oraz świstu wirników.

Za to maniacy, miłośnicy drugiej wojny światowej, którzy są w stanie określić imię babci dziadka wujka od strony stryjka, największego pilota Luftwaffe oraz wagę jego psa znajdą tutaj swoją ziemię obiecaną, a jeżeli gra będzie nadal utrzymywana w swojej oryginalnej (obecnej) tonacji, to wyczuwam nie lada gratkę dla szukających wyzwania graczy. 

przeznaczona wyłącznie dla maniaków, miłośników samolotów, drugiej wojny światowej. Dla tych, którzy są w stanie określić imię babci dziadka wujka od strony stryjka, największego pilota Luftwaffe oraz wagę jego psa. Jeżeli gra  naprawdę będzie utrzymana w tej oryginalnej tonacji , będzie gratką dla właśnie takich ludzi. 

sobota, 13 kwietnia 2013

Aurora World - Recenzja


Aurora World to nie świat rosyjskich łodzi podwodnych, a świat fantastyki, mitów, potężnych stworzeń i mężnych wojowników. Jednak czy sprostała ona zapowiedziom? Czy jest tym „następcą” Silkroad’a, czy tylko jest Silko podobno, a może jest zupełnym gniotem? Przekonajmy się! Najważniejsze to wiedzieć o co chodzi w grze, a więc?

Dawno, dawno temu i sam nie wiem czemu…

Historia nie wiele różni się od innych gier tego typu.  Po wielkiej wojnie bóstw ziemia wraz z całym życiem została obrócona w pył, ale jakimś cudem udało jej się odżyć. Na nowo powstałym lądzie, narodziły się trzy nacje : Eos(nacja Gwiazdy), Helios(nacja Słońca) i Selene(nacja Księżyca). Oddzielone od siebie granicami, zajęte walką ze złem, które znów zagraża ziemi oraz mordowaniem innych nacji celem zdobycia wpływów. Tak mniej więcej przedstawia się owa historia, trochę kiczowata, ale zawsze coś.

Ras niestety tutaj nie uświadczymy, ponieważ możemy grać tylko ludźmi, a jako dodatek wybieramy właśnie jedną z trzech nacji. Fanów customizacji swoich postaci muszę zmartwić, ponieważ jest tu ubogo jak w sklepach PRL-u… Płeć, włosy i ich kolor, dekorację twarzy w postaci małego tatuażu, kolor skóry. I to tyle, naprawdę…  Możemy zrobić sobie też preview klas i subklas, ponieważ na samym początku jesteśmy Beginner’em, a dopiero na 10 lvl’u stajemy przed wyborem profesji, jednej z czterech, a mamy typowe dla każdego praktycznie MMORPG – Wojownika, Maga, Witch (Warlock z minionami) oraz Alchemika (po prostu support healer). W pewnym momencie staniemy przed wyborem kolejnej podprofesji (specjalizacji) i każda z klas ma takich 2, więc będziemy musieli wybrać.  

Wszystko jakby zmiksowane

Odpalam grę, a tu zonk. Prawie całe UI wygląda jak z Battle of the Immortals od PWE… Byłem w naprawdę wielkim szoku, ponieważ nie grałem wcześniej w to i spodziewałem się jednak czegoś o wiele, wiele lepszego. No niestety. Ten sam system gwiazdek w zakładce postaci, a o plecaku już nie wspomnę. Z jednej strony to źle, że kopiują, ale jak już kopiować to od najlepszych i ten system w BoI sprawdzał się doskonale moim zdaniem. Dla nie wtajemniczonych, owy system gwiazdek odpowiada jakości naszego EQ, czyli im lepsze uzbrojenie tym więcej gwiazdek (jeżeli trwa stagnacja z przedmiotami, a level rośnie to poziom gwiazdek spada).  Sterowanie jest standardowe jak dla każdego obecnie MMORPG w pełnym 3D, czyli śmigamy WSAD’em, prawy przycisk myszki obraca kamerą wokół postaci, a lewym możemy wybrać miejsce gdzie się udać (point ‘n click). 

Graficznie moim zdaniem (tylko moim) nie odbiega ona za wiele od poziomu Shaiya, tyle, że posiada dodatkowe usprawnienia z racji późniejszej daty wydania, aczkolwiek wodotrysków tu nie ma, fani Cabalowych wybuchów też nie znajdą tu nic dla siebie. Jest poprawnie i przyjemnie, ale nie powala. Z resztą, kto gra w MMORPG dla grafiki (Tibia rulez). Śmiesznym faktem dla mnie jest wygląd trawy, który nie wiedząc czemu wygląda dla mnie jak liść mari..klonu, wrzucony do photoshop i powielony patternem miliony razy, a do tego w niskiej jakości i wygląda to jak ziemia w WoW’ie w 2004 roku (przy premierze).

Za rękę jak w przedszkolu…

Pierwsze kroki w grze najlepiej stawiać jeżeli nie ze znajomym to przy użyciu tutorialu, ponieważ w prosty sposób wyjaśnia wszystkie zagadnienia i często zdarza się, że nie wiemy jak coś funkcjonuje w świecie gry. Dobra opcja dla początkujących z gatunkiem, więc za to plus, jednak wszystko niszczy Auto Tracker… Cały przewodnik przeleciałem na Auto Trackerze i nie przyniosło mi to żadnej frajdy (gram od lat w MMO, więc wiem już jak się mam zachować w grze). Tutorial kończy się na 10 lvlu, a przeszedłem go uwaga w… drum roll! całe 15 minut od momentu odpalenia nowo stworzonej postaci, więc jest to niesamowicie szybko, jednak już potem exp zwalnia i lecimy normalnym tokiem.

Na początku gry królują wiadomo proste questy, udaj się tam, zabij 5 mobów i wróć po nagrodę, żadna nowość, a same zadania dają dosłownie tyle expa, aby nabić poziom nawet bez zabijania dodatkowych mobów, jednak później jest to już tylko 1/3 lub nawet mniej, więc rozgrywka jest dłuższa i wymaga czasu.
Gdy przebijemy się przez ten super szybki tutorial lądujemy w mieście, które wydaje mi się głównym dla danej nacji, ponieważ nosi nazwę Selene, Eos lub Helio, czyli jest członem nazwy adekwatnie do wybranej narodowości.
 W stolicy czeka na nas reszta przyjemności oraz kolejne lokacje do zwiedzenia wraz z towarzyszącymi im zadaniami. Jednak zanim popędzimy expić, należy wybrać klasę. Po tutorialu zostajemy przeniesieni przed oblicze osoby, która zajmuje się sprawdzaniem naszej wiedzy, a raczej umiejętności czytania ze zrozumieniem, ponieważ zadaje on nam 5 pytań, których odpowiedzi są związane z informacją wyświetlaną obok. Po prostu jest opis danej profesji lub czaru i musimy wyczytać odpowiednią informację i  jeżeli odpowiemy na 5 pytań zostaniemy skierowani do jednego z czterech mistrzów (można wybrać sobie do którego), a z kolei ich zadaniem jest zmiana naszej profesji, wydanie mam nowych itemów oraz nauczenie umiejętności.
Go, go Power… Pikachu?

Majinn! Do ataku! Czyli po prostu nasz pet, którego dostajemy z prostego questu zaraz po wybraniu pierwszej klasy i służy on nie tylko jako dekoracja, ale też jako pomocnik w walce, a później jako mount. Są one swoistego rodzaju pokemonami, ponieważ można zbierać je, usuwać, rozwijać itd.  Innowacyjną rzeczą, której jeszcze do tej pory nie widziałem to Soul Capture. Jest to umiejętność, którą nabywa nasz Majinn na 10 lvl (trzeba aktywować ją w menu Pet) i pozwala ona jak sama nazwa mówi na schwytanie duszy naszego przeciwnika, gdy ten ma już mało hp. Tak złapany przeciwnik jest przekalkulowany na punkty do danego żywiołu, a owe punkty służą jako wymagania do umiejętności naszego peta. Oczywiście tak jak i nas, taki i jego opisują różne statystyki typu crit rate, ilość MP, a także ile dodaje nam bonusowych statystyk, jaki dodatkowy atrybut zwiększa. Po prostu masa kombinacji i możliwości (nie wiem czy można łączyć pety, ponieważ takiej opcji nigdzie nie znalazłem).

Gwiazdka każdego dnia roku

Gifty, czyli stuff za darmo każdy lubi, nie ważne jaki, ale każdy go chętnie przytuli. Tutaj akurat dostajemy go za spędzony czas w grze oraz za levelowanie.  Te za „stracony” są praktycznie co pięć min od pierwszych spędzonych dziesięciu, a te za „osiągnięcia” zaczynają się dopiero na 20 lvl, kiedy to powoli dostajemy dostęp do daily events i jak w przypadku giftów czasowych dostajemy kolejne co 5 poziomów. Na razie w fazie Open Beta gifty za czas kończą się przy 25 minutach, a poziomowe przy 40 lvl’u. Oczywiście później na pewno to się zmieni, ale na to musimy poczekać. Na co nie musimy czekać to Item Mall. Ci, którzy dostają białej gorączki oraz palą ich pieniądze w kieszeni i chcą trochę podbić swoją postać lub prześcignąć nawet nie mających życia Koreańczyków lub inne nacje, może sobie zakupić tam exp scrolle, poty, talizmany do ochrony przy enchantowaniu oraz nowego peta, o wiele lepszego jakościowo niż te, które zdobędziemy w grze. Typowy, standardowy shop, który na pewno później będzie zawierał dodatki powodujące naprawdę dużą różnicę miedzy tymi płacącymi, a „darmozjadami”.

Ocena 3/6

Prosto z mostu, szału nie ma, a jaj nie urywa… tyle. Następcą silkroad’a to to nie będzie, ponieważ koło Silka nie stało i stać nie powinno, aczkolwiek nie jest to ani zły, ani wybitny produkt. Jest po prostu neutralny. Taki jakiś nijaki, czegoś w tej grze normalnie brakuje. Może to wina obecnego tam auto trackera i powinno się go usunąć, a może to wina zadań z ciągnącą się tematyką jak flaki z olejem przy tym powtarzając się jak baba od historii. Neutralna gra – neutralna ocena, ale zachęcam jednak do spróbowania. Poświęćcie te dziesięć minut czy godzinę na zassanie klienta (tylko około 1,4gb co na te czasy to mało) i obadanie gry samodzielnie. Bez odbioru, kszzzz…



środa, 20 marca 2013

MMO w świecie konsolowym


 Wszechobecny internet spowodował istną rewolucję na rynku gier. Pozwoliło to dla wielu dużych firm na zaimplementowanie do swoich produkcji trybu „multiplayer”, a także na eksperymentowanie z doznaniami graczy podczas rozgrywki online. Kiedy użytkownicy komputerów,  czy to przenośnych czy stacjonarnych poznawali dobrodziejstwa sieci,  ich koledzy na konsolach mogli tylko o tym pomarzyć. Jednak jedno urządzenie z początku milenium zmieniło na zawsze to co było znane na PC i przeniosło sieciową rozgrywkę na konsole. Mowa tu o produkcie Segi, czyli małym białym pudełku z modemem o nazwie „Dreamcast”. Pierwsza konsola, która pozwalała na pełną zabawę online i była miejscem narodzin pioniera MMO na konsole.

Phantasy Star Online – bo tak się nazywa pradziadek konsolowych MMORPG,  oferowała zarówno rozgrywkę offline i online. W tej pierwszej skupiono się na fabule oraz konsekwentnym dojściu do finałowego przeciwnika. Mechaniką nie różniła się za bardzo od popularnych wtedy Action RPG na PC, tyle, że w pełnym 3D.  PSO zostało wypuszczone w oryginalnej wersji na DC, zaś później ukazał się port na PC wraz z dodatkami, które do tej pory ukazywały się jako zupgrade’owane wersje na kolejnych płytach na konsole Segi. Gra doczekała się wielu aktualizacji, a także gdy Sega odstąpiła od tworzenia hardware’u, portów oraz kontynuacji serii na nowsze konsole Nintendo, Sony czy Microsoftu.

          PSO nie było otwartym MMORPG z racji ograniczeń sprzętowych Dreamcast’a, ale to wszystko zmienił czarny koń ze stajni Sony wypuszczając sukcesora popularnego Playstation One, „sprytnie” nazwanego Playstation 2. Wydajna konsola z wbudowanym DVD mogącym pomieścić niesamowite ilości miejsca oraz posiadająca możliwość podłączenia dysku wraz ze złączem Ethernet, szybko została wykorzystana przez Square Enix i otrzymała tytuł Final Fantasy XI.
Gra pod względem MMO oferowała wszystko co ówczesne tytuły na PC, czyli otwarty świat, interakcję z graczami w czasie rzeczywistym, wspólne questy, raidy. Nie obeszło się bez Job system, craftu oraz eventów w postaci mini gier.

          Każde MMO potrzebuje aktualizacji, aby zapewnić nowy content dla graczy, którzy osiągnęli już wszystko co możliwe. Dodatki składowane było na dysku PS2, który był opcjonalną funkcją, a jednak do grania w FF XI stał się musem. Jako ciekawostkę dodam, iż ostatni już, piąty dodatek do FF XI ukaże się pod koniec tego miesiąca i będzie ostatnią grą wydaną w Japonii na już 13 letnie PS2.
Przez pewien czas gatunek MMORPG na konsolę ucichł. Poza istnieniem obecnych tytułów, nic nowego nie ujrzało światła dziennego, aż do momentu kiedy panowie ze Square Enix zapowiedzieli wielki comeback serii FF w postaci gry oznaczonej numerem XIV. Najnowsza część okraszona iście szatańsko dobrą grafiką na PS3 i PC. Po wielkim launch’u i jeszcze większej klęsce wersji na komputery, zawieszono wydanie gry na konsole. Square zrozumiało swój błąd i jest obecnie w trakcie przygotowywania odnowionej, „odrodzonej” wersji swojego hitu, który ukaże się jednak na konsole. Zapowiedzi są znakomite, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy.

          Ciekawe uniwersum to często świetny temat na grę, a zwłaszcza, jeżeli każdy jest w stanie wymienić kluczowych bohaterów tego świata, ponieważ są już ikonami popkultury. Na pewno domyślacie się, że chodzi o DC Comics. Przez lata udostępniali wizerunki swoich herosów do gier offline, ale w 2011 roku światło dzienne ujrzała gra, która była połączeniem komiksów DC, ludzi od biznesu SOE oraz możliwości technologicznych obecnych konsoli i komputerów. DC Universe Online było pierwszą po FF XI otwartą grą MMO na konsole PS3 (wersja na X360 nie powstała). W grze stając po jednej ze stron, czy to Heroes czy Villain walczyliśmy ze złym Brainiac’iem. Rozbudowane sterowanie obecnych MMORPG zostało odpowiednio uproszczone dla wersji PS3 , PC i tym samym świetnie rozmapowane na kontroler Dualshock od Sony.

           Nic odkrywczego, jeżeli chodzi o mechanikę gry nie uświadczymy. Nadal jest opcja łączenia się w gildie (tutaj zgrabnie nazwane Ligami), branie udział w PVP oraz instancjach oraz eventach (np. świątecznych z innym zadaniem dla każdej ze stron) Na początku płatna, a w późniejszym czasie przemianowana na F2P z opcją premium nadal przynosi SOE duże profity, ale nadal większą część ich zarobków stanowią gracze konsolowi.

          Konsole posiadają dużą siłę przebicia oraz moc obliczeniową, jednak jeżeli wyposażyć je w myszkę i klawiaturę staną się zwykłymi PC’tami. Problemem gier MMORPG na konsole jest rozmapowanie sterowania oraz komunikacja ( co prawda headset i po problemie). Jestem niesamowicie ciekaw co przyniesie nowa generacja konsol, chociażby ostatnio zapowiedziane PS4. Czas pokaże…

Jak zawsze zapraszam do komentowania :)

poniedziałek, 11 marca 2013

F2P? P2P? Just play your way - to wasz wybór :)


 Jako każdy ostrożny, a może raczej „oszczędny” Polak liczymy się z każdym groszem i szukamy okazji. W świecie naszych kochanych gier MMO, takimi okazjami są tytuły, które przechodzą z Pay to Play na upragnione przez wielu Free to Play, czyli w pełni darmowy dostęp do świata gry. Czy aby na pewno w pełni? Wiele gier oferuje otwarty model rozgrywki, gdyż wystarczy tylko ściągnąć klienta przy pomocy internetu, aby cieszyć się grą, która do tej pory kosztowała ludzi comiesięczny abonament – ich ciężko zarobione pieniądze. Z określeniem „darmowy” idą pewne limitacje, ponieważ za coś należy serwery utrzymać, a finanse nie spadają z nieba. W takim razie co tak naprawdę otrzymujemy poprzez darmowe korzystanie z dobrodziejstw świata, który dana gra oferuje? Postanowiłem, że w tym artykule zająć się produkcjami w które osobiście grałem i jestem świadom ich ograniczeń, a mianowicie będą to trzy tytuły, takie jak Lord of The Rings Online, Dungeons & Dragons Online oraz Lineage 2.

Owe popularne obecnie produkcje odznaczają się otwartym światem, w którym za pomocą stworzonej i wytrenowanej przez siebie postaci, przemierzamy równiny, wzgórza, łąki i lasy wirtualnej przestrzeni. Jedynym wyjątkiem jest tutaj DDO, które działa na zasadzie systemu instancji, który bardziej znany jest z serii Guild Wars, ale tak jak i tam możemy wybrać swój własny sposób rozgrywki i chodzić po całym dostępnym terenie.
Osobiście co do modelu rozgrywki takich MMO pasuje mi bardziej termin „Freemium” niż F2P, ponieważ często ograniczenia w tych grach są tak duże, że nie jesteśmy w stanie sensownie w nie pograć bazując tylko i wyłącznie na darmowych możliwościach. I aby cieszyć się grą, w którą zdążyliśmy się w już bardzo mocno wciągnąć, zmuszeni jesteśmy wydać te dodatkowe pieniądze z naszego domowego budżetu na dalszy rozwój naszej wirtualnej postaci.

W takim razie co to za ograniczenia? Zwłaszcza są to znikomej ilości questy, które możemy wykonać jako gracz F2P. Niby jest ona wystarczająca czasem do uzyskania maksymalnych poziomów w grach, ale jednak bywa tak, że muszą być powtarzane po parę razy, aby uzyskać doświadczenie potrzebne do zdobywania kolejnych poziomów postaci. Tak sprawa ma się w Lotro lub DDO, jednak, inaczej jest w L2, które z zasady jest grą opierającą się mniej na questach, chociaż są one obecne, a bardziej na grindowaniu i ciągłym grupowym mordowaniu potworów w katakumbach lub innych lochach.

Kolejnym ważnym ograniczonym elementem dla gracza darmowego jest ilość posiadanego złota, miejsca na ekwipunek w plecaku oraz miejsc w magazynie gdzie możemy składować swoje cenne przedmioty. Są one mocno uszczuplone, ale za drobną opłatą możemy je powiększyć do rozmiarów takich jakie oferowane są dla osób płacących comiesięczny abonament. Często brakowało mi miejsca na dobry i fajny item, który akurat wypadł. Musiałem pozbyć się jakiegoś innego przydatnego na rzecz nowego. Ryzyko zawodowe można by rzec, coś za coś, ale jest to limitacja, która czasem bardzo boli użytkownika.

Dodatkowo jako, że nie płacimy co miesiąc abonamentu to nie przysługuje nam pomoc techniczna w grze, która czasem jest kluczowa do spokojnej i bezstresowej rozrywki. Oczywiście gry od Turbine oferują zniesienie takiej wady na 30 dni zaraz po zakupieniu dowolnej ilości Turbine Points, które później możemy wydać w sklepie na dokupienie questów lub właśnie miejsc w plecaku itp. udogodnień. Jak to ma się do produkcji NCSoft, tego nie mogę powiedzieć, ale mogę tylko wytknąć okropną, jak nie najgorszą optymalizację wśród gier MMO. Z drugiej strony nigdy mi się nie zdarzyło, żebym odczuwał potrzebę kontaktu z GM'em lub pomocy technicznej w grze. Jeżeli wystąpił problem, radziłem się wujka Google i rozwiązywałem go na własną rękę.

Nie chciałbym pozostać dłużny wytykając jedynie ograniczenia gier Turbine, a pozostawiając grę NCSoft'u jako bożka, który niczemu nie jest winien. Lineage 2 to czysty grind, ciągłe tłuczenie mobów w najczystszej postaci. Jego wadą będąc obecnie darmowym jest sklep dzięki, któremu gra się utrzymuje. Jest to problem natury dyskusyjnej, ponieważ jednym to pasuje, a drugim nie. Mi osobiście cash shopy, które zaczynają oferować przedmioty diametralnie zmieniające sposób rozgrywki, dając kupującym ogromną przewagę na polu bitwy czy to PVP czy Siege są złe. Niszczą strukturę gry, rywalizację między graczami oraz gildiami. Co do obecnej oferty tego sklepu w L2 jestem pewien tylko zwiększonego dropu oraz doświadczenia. A co później będzie dostępne, to już zależy tylko od płacących.

Jak w życiu tak i w MMO mamy wybór. Możemy cieszyć się grą korzystając tylko z darmowej zawartości lub pokusić się o ten grosik ekstra tu i ówdzie na małe przyjemności rozbudowujące model rozgrywki. Należy jednak zauważyć, że nie każdego stać na takie dodatki, a niektórzy uważają, że taki model to nadal ta sama płatna gra tylko pod inną nazwą. Każdy jest inny, ale każdy dba o swoje dobro, zwłaszcza finansowe. Nie namawiam do wydawania, ani nie odmawiam płacenia. Jest wiele darmowych gier, które oferują wszystko w grze za darmo, kompletnie za darmo i nie są złymi tytułami. Pamiętajcie! F2P? P2P? Po prostu Play Your Way! A będzie dobrze.

Jak zawsze odwiedzających zapraszam do komentowania :)

sobota, 9 marca 2013

Mały comeback w wielkiej formie :)

Witam.

Postanowiłem wrócić jednak do pisania bloga, ponieważ brakuje mi tej nutki rozwoju literackiego w życiu. Długo przed tym jak zrodził się pomysł na blog, pisałem dużo notek oraz krótkich przemyśleń czy to na laptopie czy smartfonie, które były wyłącznie dla siebie. Jednak chciałbym się tym podzielić. Nie jestem człowiekiem, który oczekuje, że napiszę parę postów, dodam jakiś artykuł napisany czy to dla portalu czy do szuflady i osiągnę rankingi oglądalności oraz posadę redaktora, aczkolwiek myślałem o tworzeniu e-zinu o Playstation 2 (konsola, która dla mnie jest nawet lepsza niż wszystkie current geny i next geny razem wzięte), ale to już inna bajka :) Konsekwentnie będę się starał pisać 2-3 posty co tydzień. Czasem będą to tylko małe wzmianki o tym co planuję, gram czy nawet kupiłem (tworzę kolekcję gier na PS2), a czasem będą to artykuły o przeróżnej tematyce, ale na pewno nie szablonowej jak większość. Wielu ludzi skupia się na tematach milion razy wałkowanych tylko pisanych z innej perspektywy nie starając się myśleć nieszablonowo. Polecam osobom, które natkną się na mój blog, aby polecały znajomym graczom, ponieważ jestem otwarty na sugestie i chętnie odpowiem czy to na maila czy w postaci posta na blogu opisując dany problem.