Polub na Facebook'u

wtorek, 23 kwietnia 2013

Recenzja War Thunder

Przez ostatnie 2-3 dni nie widziałem się w lustrze i okazało się nagle, że jestem łysy. I nie jest to wynik niesamowitej chińskiej kuracji na wypadanie włosów, która dała zupełnie inny niż założony skutek. Jest to wina War Thunder! Frustracja sięgnęła zenitu, a mix alkoholu i produkcji ze stajni Gaijin dał rezultaty globusa jak u Krilana. Pomijając jednak moje życie prywatne, przejdźmy do rzeczy. Czy warto? Tak! Nawet za cenę zdrowia i seksapilu w początkowej fazie grania.

To super-man? To super-pies? Nie, bo myśliwiec  A6M5!!

Samolotów jest ogrom i tak na prawdę nie wgłębiałem się w techniczne aspekty każdego z nich, ponieważ i tak tego nie zrozumiem... wykształcenie nie piwo nie musi być pełne lub nie w tym kierunku, jednak mogę śmiało powiedzieć, że są to idealne kopie oryginałów z czasów II WŚ. Tematyka gry orbituje wokół historycznych potyczek powietrznych owego okresu z użyciem maszyn latających pięciu państw ,poczynając od różnego rodzaju lekkich myśliwców aż na potężnych bombowcach kończąc. Niesamowicie ciekawym elementem jest widok z kokpitu i chociaż wydaje mi się, że w obecnym stadium rozwoju, gra nie oferuje tej opcji we wszystkich samolotach, jednak wygląda to imponująco i bardzo realistycznie. A właśnie, realizm, słowo klucz, które przyświecało rosyjskim developerom (nazwa może kojarzyć się bardziej z Azja) podczas tworzenia War Thunder. Używając sterowania uproszczonego (zręcznościowego) tak naprawdę obsługa samolotu to jedynie myszka i jej 2 przyciski, za to jeżeli chcemy się skusić na realizm jaki zafundowali nam twórcy, to możemy sterować wszystkimi lotkami, manetkami i innymi cudami jakie samolot posiada w swojej konstrukcji lotnej. Oprócz tego istnieje możliwość uzbrojenia naszych maszyn w dodatkowe działko lub bombę, która oczywiście zależnie od wagi, zwiększy opór sterowania, sprawi, że maszyna będzie cięższa, mniej zwrotna i wolniejsza. Także różne modyfikacje typu wypolerowany kadłub itp. dodatki zwiększające możliwości naszej dziecinki.

Jestę piloterę. Mam cztery certyfikaty, robię w Luftwaffe.

Maszyna maszyną, ale ktoś tą łajbę musi pilotować, a psa nie posadzisz. Każdy nasz samolot jest opisany współczynnikami nie tylko technicznymi, ale też poziomem załogi (ich celność, precyzja, opanowanie sterowania, odporność na przeciążenia itd.) opłacane jest to przez punkty doświadczenia załogi (no bo czego innego? Ciastek?), które zdobywamy grając i jest to niestety żmudny proces, jednak znajdziemy opcję „przyśpieszone szkolenie”, czyli za złote orły (obok lwów - druga waluta premium) zakupujemy zadowalającą nas, a za razem potrzebną ilość punktów i tym szlakiem idąc po prostu je rozdajemy. Trochę zalatuje P2W niestety, aczkolwiek szkoda mi kasy, żeby to przetestować (chyba, że redakcja się zrzuci symbolicznie na 10 tyś złotych orłów to obadam).
A skoro piloci zdobywają poziomy to i my także i nie tylko konto, ale również poziom w każdym z pięciu dostępnych państw, co za tym idzie otrzymujemy dostęp do nowych maszyn, czasem szybszych, czasem wolniejszych, mniej lub bardziej przydatnych. Za punkty (lwy), które zdobędziemy za wygrywanie, a nawet uczestnictwo w potyczkach jesteśmy w stanie dokupować kolejnych pilotów, którzy są niczym innym jak kolejnym slotem na nowy samolot (zwiększamy ilość maszyn, których możemy użyć podczas jednej mapki, czyli po prostu ilość żyć). Każdy kolejny jest co raz droższy, plus dodajmy do tego orły na wyszkolenie i może wyjść nawet niezła sumka za takie udogodnienia.


Fanatyzm jak u modelarza samolotów
Realizm, historyczna poprawność, ale co z grafiką? Przecież dobrze oddająca realia fizyka na nic się nie zda jak teren pod nami to obrazek z Paint’a, a modele to 3 polygony na krzyż. Otóż możemy spać spokojnie i delektować się naprawdę ładną grafiką oraz dobrze zoptymalizowanym silnikiem, a mówię to z pełnym przekonaniem, ponieważ moja maszyna z okresu 2006-2007, bez problemu daje sobie radę z tą grą z zadowalającymi klatkami. Najwięcej uwagi przykuły pola bitwy, których warunki pogodowe zostały korzystnie odwzorowane. Zaskoczyła mnie zwłaszcza mapka z górami pokrytymi śniegiem oraz pola późną nocą, gdzie ciemność przeplatała się z gęstą mgłą skutecznie ograniczając widoczność. Twórcy twierdzą, iż każde pole bitwy jest oparte na obecnych zdjęciach satelitarnych wraz z zapisami topograficznymi tamtego okresu, czyli starali się odwzorować wszystko najlepiej jak to tylko możliwe. I zaoferować nam wyśmienitą zabawę.

Jak się bawić to się bawić, bombę ściągnąć, kałach wsadzić

Gry o zabawę chodzi to głównym trybem, w którym się „frustrowałem” był zręcznościowy, chociaż gra oferuje jeszcze odpowiednio historyczny i realistyczny (do tego ostatniego trzeba ukończyć samouczek).  Przy każdym modelu zabawy, określony jest sposób wykonania misji, czyli dominacja, operacja lub uderzenie naziemne.  I jest on z góry narzucony, aczkolwiek są jeszcze „misje niestandardowe” tworzone przez innych graczy do, których możemy dołączać i bawić się nieszablonowo. W przygotowaniu jest obecnie tryb Wojna Światowa oraz Turnieje. Tego drugiego nie muszę chyba tłumaczyć, aczkolwiek o pierwszy mało jest mi wiadomo, jednak śmiem twierdzić, iż będzie to coś na zasadzie kampanii z Enemy Territory, czyli parę mapek rozgrywanych w dany sposób na określonym terytorium owego okresu wojennego. Wróćmy jeszcze na chwilę do szablonów misji. Dominacja jest niczym innym jak potyczką znaną z Battlefielda, podlatujemy pod oznaczony literką obszar i go przejmujemy krążąc nad nim chwilkę, odbijając wrogi punkt lub przejmując kolejny neutralny (im więcej punktów posiadamy tym szybciej spada pasek przeciwnika, a my wygrywamy). Zaś operacja i uderzenie naziemne to taki trochę deathmatch, ponieważ wspieramy naziemne cele, czyli piechotę, jakieś czołgi lub działka przeciwlotnicze, przy okazji niszcząc myśliwce lub bombowce przeciwnika.  „Walczymy, aż kogoś wyniosą” – Symetria…

Komu i dlaczego?

Wszystko niby fajnie, dużo trybów, samolotów, realizm, kombinowanie i zarabianie na premium, jednak mi czegoś tu brakowało. Akurat ta produkcja nie przykuła mnie jakoś specjalnie, aczkolwiek przesiedziałem przy niej tyle, aby zrozumieć jak się steruje, celuje i w jaki sposób wygrać. Odblokowałem parę samolotów, wydałem trochę orłów na modyfikacje, aby sprawdzić co dają, czy podniesie to niesamowicie możliwości mojej maszyny, czy to tylko pic na wodę i pompowanie pieniędzy w wirtualne cyferki. Niby odczułem różnicę między maszynami (tą niezmodyfikowaną, a tą zmodyfikowaną), ale to może po prostu siła sugestii? 

Moja ocena 4/6. Gra jest dobrze zrobiona, rozbudowana, ciągle aktualizowana i widzę przed nią dużą przyszłość na rynku, jeżeli nadal Gaijin będzie wkładał tyle pracy w tą grę (lub gracze kasy). Nie mam do niej zastrzeżeń, jednak jako pseudo fana militari (znam się trochę na broni palnej, ale nie z gier) nie ciągnie mnie do warkotu silników samolotów oraz świstu wirników.

Za to maniacy, miłośnicy drugiej wojny światowej, którzy są w stanie określić imię babci dziadka wujka od strony stryjka, największego pilota Luftwaffe oraz wagę jego psa znajdą tutaj swoją ziemię obiecaną, a jeżeli gra będzie nadal utrzymywana w swojej oryginalnej (obecnej) tonacji, to wyczuwam nie lada gratkę dla szukających wyzwania graczy. 

przeznaczona wyłącznie dla maniaków, miłośników samolotów, drugiej wojny światowej. Dla tych, którzy są w stanie określić imię babci dziadka wujka od strony stryjka, największego pilota Luftwaffe oraz wagę jego psa. Jeżeli gra  naprawdę będzie utrzymana w tej oryginalnej tonacji , będzie gratką dla właśnie takich ludzi. 

sobota, 13 kwietnia 2013

Aurora World - Recenzja


Aurora World to nie świat rosyjskich łodzi podwodnych, a świat fantastyki, mitów, potężnych stworzeń i mężnych wojowników. Jednak czy sprostała ona zapowiedziom? Czy jest tym „następcą” Silkroad’a, czy tylko jest Silko podobno, a może jest zupełnym gniotem? Przekonajmy się! Najważniejsze to wiedzieć o co chodzi w grze, a więc?

Dawno, dawno temu i sam nie wiem czemu…

Historia nie wiele różni się od innych gier tego typu.  Po wielkiej wojnie bóstw ziemia wraz z całym życiem została obrócona w pył, ale jakimś cudem udało jej się odżyć. Na nowo powstałym lądzie, narodziły się trzy nacje : Eos(nacja Gwiazdy), Helios(nacja Słońca) i Selene(nacja Księżyca). Oddzielone od siebie granicami, zajęte walką ze złem, które znów zagraża ziemi oraz mordowaniem innych nacji celem zdobycia wpływów. Tak mniej więcej przedstawia się owa historia, trochę kiczowata, ale zawsze coś.

Ras niestety tutaj nie uświadczymy, ponieważ możemy grać tylko ludźmi, a jako dodatek wybieramy właśnie jedną z trzech nacji. Fanów customizacji swoich postaci muszę zmartwić, ponieważ jest tu ubogo jak w sklepach PRL-u… Płeć, włosy i ich kolor, dekorację twarzy w postaci małego tatuażu, kolor skóry. I to tyle, naprawdę…  Możemy zrobić sobie też preview klas i subklas, ponieważ na samym początku jesteśmy Beginner’em, a dopiero na 10 lvl’u stajemy przed wyborem profesji, jednej z czterech, a mamy typowe dla każdego praktycznie MMORPG – Wojownika, Maga, Witch (Warlock z minionami) oraz Alchemika (po prostu support healer). W pewnym momencie staniemy przed wyborem kolejnej podprofesji (specjalizacji) i każda z klas ma takich 2, więc będziemy musieli wybrać.  

Wszystko jakby zmiksowane

Odpalam grę, a tu zonk. Prawie całe UI wygląda jak z Battle of the Immortals od PWE… Byłem w naprawdę wielkim szoku, ponieważ nie grałem wcześniej w to i spodziewałem się jednak czegoś o wiele, wiele lepszego. No niestety. Ten sam system gwiazdek w zakładce postaci, a o plecaku już nie wspomnę. Z jednej strony to źle, że kopiują, ale jak już kopiować to od najlepszych i ten system w BoI sprawdzał się doskonale moim zdaniem. Dla nie wtajemniczonych, owy system gwiazdek odpowiada jakości naszego EQ, czyli im lepsze uzbrojenie tym więcej gwiazdek (jeżeli trwa stagnacja z przedmiotami, a level rośnie to poziom gwiazdek spada).  Sterowanie jest standardowe jak dla każdego obecnie MMORPG w pełnym 3D, czyli śmigamy WSAD’em, prawy przycisk myszki obraca kamerą wokół postaci, a lewym możemy wybrać miejsce gdzie się udać (point ‘n click). 

Graficznie moim zdaniem (tylko moim) nie odbiega ona za wiele od poziomu Shaiya, tyle, że posiada dodatkowe usprawnienia z racji późniejszej daty wydania, aczkolwiek wodotrysków tu nie ma, fani Cabalowych wybuchów też nie znajdą tu nic dla siebie. Jest poprawnie i przyjemnie, ale nie powala. Z resztą, kto gra w MMORPG dla grafiki (Tibia rulez). Śmiesznym faktem dla mnie jest wygląd trawy, który nie wiedząc czemu wygląda dla mnie jak liść mari..klonu, wrzucony do photoshop i powielony patternem miliony razy, a do tego w niskiej jakości i wygląda to jak ziemia w WoW’ie w 2004 roku (przy premierze).

Za rękę jak w przedszkolu…

Pierwsze kroki w grze najlepiej stawiać jeżeli nie ze znajomym to przy użyciu tutorialu, ponieważ w prosty sposób wyjaśnia wszystkie zagadnienia i często zdarza się, że nie wiemy jak coś funkcjonuje w świecie gry. Dobra opcja dla początkujących z gatunkiem, więc za to plus, jednak wszystko niszczy Auto Tracker… Cały przewodnik przeleciałem na Auto Trackerze i nie przyniosło mi to żadnej frajdy (gram od lat w MMO, więc wiem już jak się mam zachować w grze). Tutorial kończy się na 10 lvlu, a przeszedłem go uwaga w… drum roll! całe 15 minut od momentu odpalenia nowo stworzonej postaci, więc jest to niesamowicie szybko, jednak już potem exp zwalnia i lecimy normalnym tokiem.

Na początku gry królują wiadomo proste questy, udaj się tam, zabij 5 mobów i wróć po nagrodę, żadna nowość, a same zadania dają dosłownie tyle expa, aby nabić poziom nawet bez zabijania dodatkowych mobów, jednak później jest to już tylko 1/3 lub nawet mniej, więc rozgrywka jest dłuższa i wymaga czasu.
Gdy przebijemy się przez ten super szybki tutorial lądujemy w mieście, które wydaje mi się głównym dla danej nacji, ponieważ nosi nazwę Selene, Eos lub Helio, czyli jest członem nazwy adekwatnie do wybranej narodowości.
 W stolicy czeka na nas reszta przyjemności oraz kolejne lokacje do zwiedzenia wraz z towarzyszącymi im zadaniami. Jednak zanim popędzimy expić, należy wybrać klasę. Po tutorialu zostajemy przeniesieni przed oblicze osoby, która zajmuje się sprawdzaniem naszej wiedzy, a raczej umiejętności czytania ze zrozumieniem, ponieważ zadaje on nam 5 pytań, których odpowiedzi są związane z informacją wyświetlaną obok. Po prostu jest opis danej profesji lub czaru i musimy wyczytać odpowiednią informację i  jeżeli odpowiemy na 5 pytań zostaniemy skierowani do jednego z czterech mistrzów (można wybrać sobie do którego), a z kolei ich zadaniem jest zmiana naszej profesji, wydanie mam nowych itemów oraz nauczenie umiejętności.
Go, go Power… Pikachu?

Majinn! Do ataku! Czyli po prostu nasz pet, którego dostajemy z prostego questu zaraz po wybraniu pierwszej klasy i służy on nie tylko jako dekoracja, ale też jako pomocnik w walce, a później jako mount. Są one swoistego rodzaju pokemonami, ponieważ można zbierać je, usuwać, rozwijać itd.  Innowacyjną rzeczą, której jeszcze do tej pory nie widziałem to Soul Capture. Jest to umiejętność, którą nabywa nasz Majinn na 10 lvl (trzeba aktywować ją w menu Pet) i pozwala ona jak sama nazwa mówi na schwytanie duszy naszego przeciwnika, gdy ten ma już mało hp. Tak złapany przeciwnik jest przekalkulowany na punkty do danego żywiołu, a owe punkty służą jako wymagania do umiejętności naszego peta. Oczywiście tak jak i nas, taki i jego opisują różne statystyki typu crit rate, ilość MP, a także ile dodaje nam bonusowych statystyk, jaki dodatkowy atrybut zwiększa. Po prostu masa kombinacji i możliwości (nie wiem czy można łączyć pety, ponieważ takiej opcji nigdzie nie znalazłem).

Gwiazdka każdego dnia roku

Gifty, czyli stuff za darmo każdy lubi, nie ważne jaki, ale każdy go chętnie przytuli. Tutaj akurat dostajemy go za spędzony czas w grze oraz za levelowanie.  Te za „stracony” są praktycznie co pięć min od pierwszych spędzonych dziesięciu, a te za „osiągnięcia” zaczynają się dopiero na 20 lvl, kiedy to powoli dostajemy dostęp do daily events i jak w przypadku giftów czasowych dostajemy kolejne co 5 poziomów. Na razie w fazie Open Beta gifty za czas kończą się przy 25 minutach, a poziomowe przy 40 lvl’u. Oczywiście później na pewno to się zmieni, ale na to musimy poczekać. Na co nie musimy czekać to Item Mall. Ci, którzy dostają białej gorączki oraz palą ich pieniądze w kieszeni i chcą trochę podbić swoją postać lub prześcignąć nawet nie mających życia Koreańczyków lub inne nacje, może sobie zakupić tam exp scrolle, poty, talizmany do ochrony przy enchantowaniu oraz nowego peta, o wiele lepszego jakościowo niż te, które zdobędziemy w grze. Typowy, standardowy shop, który na pewno później będzie zawierał dodatki powodujące naprawdę dużą różnicę miedzy tymi płacącymi, a „darmozjadami”.

Ocena 3/6

Prosto z mostu, szału nie ma, a jaj nie urywa… tyle. Następcą silkroad’a to to nie będzie, ponieważ koło Silka nie stało i stać nie powinno, aczkolwiek nie jest to ani zły, ani wybitny produkt. Jest po prostu neutralny. Taki jakiś nijaki, czegoś w tej grze normalnie brakuje. Może to wina obecnego tam auto trackera i powinno się go usunąć, a może to wina zadań z ciągnącą się tematyką jak flaki z olejem przy tym powtarzając się jak baba od historii. Neutralna gra – neutralna ocena, ale zachęcam jednak do spróbowania. Poświęćcie te dziesięć minut czy godzinę na zassanie klienta (tylko około 1,4gb co na te czasy to mało) i obadanie gry samodzielnie. Bez odbioru, kszzzz…